Rekolekcje z Franciszkiem

franciszek

To było sześć dni, a z Papieżem Franciszkiem pięć, które pozostawiły wiele wspomnień, wiele znajomości, na pewno niejedną miłość i mam nadzieję, że Miłość… i miłosierdzie, którego tak wielkim orędownikiem jest Ojciec Święty. No właśnie, dla mnie były to przede wszystkim słowa 80-letniego człowieka, którego wiele słów chłonąłem jak gąbka. Wspaniale było patrzeć na ten festiwal wiary, na wielu młodych, świeckich i duchownych, którzy radowali się wspólną obecnością i obecnością Jezusa wśród nich, ale dla mnie ŚDM Kraków 2016 to chyba w pierwszej kolejności przykład Pasterza, następcy św. Piotra.

Zapraszam Was do przeżycia tych dni raz jeszcze, oczami człowieka, który duszą był tam, a ciałem przed szklanym ekranem. I z tej perspektywy te poniższe słowa pisze.

26 lipca – WTOREK

Entuzjazm wiary

Oficjalnie XXXI Światowe Dni Młodzieży rozpoczęły się Mszą Świętą pod przewodnictwem Kardynała Stanisława Dziwisza, która to, jak każda Msza Św. – bez względu na to gdzie się odbywa, kto Ją celebruje, koncelebruje, jaka liczba osób w Niej aktywnie uczestniczy – jest najpiękniejszym i najcudowniejszym darem dla nas. Nie mogło więc TAKIE wydarzenie wiary zacząć się w żaden inny sposób.
Tego dnia młodzież z Rio symbolicznie przekazała tegorocznym organizatorom symbole ŚDM, które peregrynowały przez ostatnie dwa lata po diecezjach naszego kraju – Krzyż Światowych Dni Młodzieży podarowany młodym przez Jana Pawła II w 1984 r. i Ikonę Salus Populi Romani (Ocalenie Ludu Rzymskiego).

Od pierwszego dnia zostaje mi w głowie obraz tylu uśmiechniętych ludzi, nie tylko młodych, czasem mocno onieśmielonych widokiem swoich twarzy na telebimach. Przepiękna mozaika wspaniałych twarzy z całego świata.

27 lipca – ŚRODA

Nie bójcie się

Lekki stresik, podniecenie, z czasem narastające, porównywalne z emocjami na Euro (sic!), bo przecież odwiedzi nas za chwilę Widzialna Głowa Kościoła – Ojciec Święty. Ląduje samolot, a po trwającej w nieskończoność otchłani czasu wychodzi zeń… starszy, zmęczony mężczyzna, który sprawia wrażenie zaskoczonego i onieśmielonego tymi wszystkimi tłumami, protokołami, procedurami. W Jego tle bardzo pięknie i godnie prezentuje się Para Prezydencka. Twarz Papieża Franciszka zmienia się diametralnie, kiedy zbliża się do ludzi, kiedy może ich pobłogosławić, dotknąć, jak malutką dziewczynkę, która została mu przekazana z tłumu. Po raz pierwszy w trakcie wizyty w Polsce pokazuje, że jest człowiekiem kontaktu, spotkania, bliskości z drugim. Ależ On ma promieniujący, zaraźliwy uśmiech 🙂

Potem mamy Wawel i spotkanie z władzami oraz korpusem dyplomatycznym. Słowa powitania, kurtuazji (zawsze mi imponuje, kiedy wymieniani i witani są wszyscy goście w porządku hierarchicznym… bez kartki, jak u Pana Dudy na przykład).

Ojciec Święty powiedział, że to jego pierwsza wizyta w Europie Środkowo-Wschodniej i cieszy się, że zaczął właśnie od Polski. Wspomniał św. Jana Pawła II – inicjatora ŚDM, doceniając Jego żywy zmysł historyczny. Słowa przemówienia budowane były wokół 1050. rocznicy Chrztu Polski. Franciszek mówił, że istnieje pamięć dobra i zła; dobra ukazana jest w Magnificat Maryi, zła – koncentruje się na złu. Polacy potrafili docenić dobrą pamięć, czego przykładem jest przebaczenie między episkopatami – niemieckim i polskim. Papież poruszył problem emigracji z Polski i apelował o ochronę każdego życia ludzkiego od poczęcia do naturalnej śmierci. Zakończył słowami – Niech Matka Boska Częstochowska błogosławi i ochrania Polskę!

W tym momencie jeszcze sobie nie uświadomiłem pięknej MARYJNOŚCI Papieża, ale dotrze to do mnie jeszcze tego dnia. Ojciec Święty niemal na każdym spotkaniu modlił się i zachęcał wszystkich do modlitwy Ave Maria… każdy w swoim języku. Cudo!

Następnie miały miejsce spotkania Franciszka z Prezydentem RP oraz z biskupami w katedrze na Wawelu, które odbyły się bez udziału kamer.

Wieczorem… wiadomo – Franciszkańska 3 i pojawienie się w Oknie Papieskim.
Pokazuje się w końcu uśmiechnięta twarz, która od razu mówi, że musi nam przekazać coś, co bardzo zasmuci nasze serca. Papież opowiada historię Maćka Cieśli, który porzucił pracę, aby zostać wolontariuszem. Przygotował m.in. projekt szat liturgicznych na Mszę Świętą Posłania w niedzielę. W listopadzie zdiagnozowano u niego raka, potem długie oraz bolesne leczenie i amputacja nogi. 2 lipca Maciek odszedł do Pana. Ojciec Święty prosił o modlitwę za niego, on jest tutaj z nami – mówił.
Powiecie, że Papież psuje nam wieczór – dodał – ale w życiu spotyka nas dobro i zło.
Nie bójcie się, nie bójcie się.
Róbcie raban przez całą noc.
Po modlitwie Zdrowaś Maryjo pobłogosławił zebrany tłum i poprosił – módlcie się za mnie.

Papież zaskakuje, bo zaraz po pojawieniu się w oknie Pałacu Arcybiskupów Krakowskich zmienia klimat i zamiast spodziewanej wesołkowatości wprowadza wszystkich w zadumę. Okaże się, że stałym punktem programu Papieża Franciszka będzie nie tylko nieprzewidywalność, ale kończenie spotkań z młodzieżą prośbą – i módlcie się za mnie.

28 lipca – CZWARTEK

Narodowe rekolekcje

Przybycie Ojca Świętego z Krakowa do Częstochowy drogą lądową. Znów ten Jego uroczy, szczery uśmiech, to dobro wypisane na twarzy. Franciszek modlił się na Jasnej Górze w kaplicy przed cudownym obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej. Obraz był pierwotnie zasłonięty, więc bardzo wzruszającym momentem był ten, w którym naszym oczom powoli ukazywała się Mamusia z Synem.
W Mszy Świętej na częstochowskich Błoniach uczestniczyli głównie Polacy. Tym razem nie było widać aż takiej kolorowości, tylu powiewających flag i transparentów z różnych zakątków świata.
W homilii Papież mówił o pokorze i uniżeniu Boga, który mógł przyjść do nas jako oślepiające słońce, w sposób triumfalny, ale zrobił to jako malutkie Dziecko zrodzone przez Matkę. Bóg czyni się małym – przypominał.
Pan Bóg jest bliski i konkretny, jest między nami, troszczy się o nas.
Kiedy brakowało wina w Kanie, Bóg pokazał swoje troskliwe oblicze. Ojciec Święty mówił o Matce Bożej, która także jest bliska i konkretna, i która pomaga odkryć czego nam brakuje, a następnie interweniuje, kiedy dostrzega czego potrzebujemy.
Jeżeli istnieje jakakolwiek ludzka chwała, jakaś nasza zasługa w pełni czasu, to jest nią Ona; to Ona jest ową przestrzenią zachowaną w wolności od zła, w której Bóg się odzwierciedlił; to Ona jest schodami, które przemierzył Bóg, aby zejść do nas i stać się bliskim i konkretnym.
Nie jest władczynią i głównym bohaterem, ale Matką i Służebnicą.
Homilię Papa Francesco kończył słowami – niech Ona, przyczyna naszej radości, która wnosi pokój pośród obfitości grzechu i zawirowań historii, wyprasza nam obfitość Ducha Świętego, abyśmy byli sługami dobrymi i wiernymi.
Po Mszy Świętej udał się, tym razem drogą powietrzną, do Krakowa.

Na oficjalną ceremonię powitania – Papieża przez młodzież i młodzieży przez Papieża – Franciszek udał się tramwajem z niepełnosprawnymi.
Ze spotkania na Błoniach zostaną mi przede wszystkim słowa o tym, że w ciągu lat swego biskupstwa nauczył się m.in., że nie ma nic piękniejszego niż podziwianie pragnień, zaangażowania, pasji i energii, z jaką wielu młodych ludzi przeżywa swoje życie.
Ojciec Święty wyznał, że napełnia go bólem, kiedy widzi młodych ludzi, którzy stali się przedwczesnymi emerytami, którzy „rzucili ręcznik” przed rozpoczęciem walki, którzy idą ze smutną twarzą, jak gdyby ich życie nie miało żadnej wartości.
Zastanawiające jest to, kiedy widzisz młodych ludzi, którzy tracą piękne lata swego życia, swoje siły na uganianiu się za sprzedawcami fałszywych iluzji (w mojej ojczyźnie powiedzielibyśmy „sprzedawcami dymu”), którzy okradają was z tego, co najlepsze.
Pytanie – czy chcecie dla waszego życia wyobcowującego oszołomienia, czy też chcecie poczuć moc, która sprawia, że czujecie się żywi i pełni? Ta moc to Jezus Chrystus.
Papież dopytywał zebranych – chcecie życia pełnego?

Pomimo bariery językowej okazuje się, że Ojciec Święty ma znakomity kontakt z młodzieżą, co chyba jeszcze lepiej uwidoczni się w następnych dniach.

W Oknie Papieskim tym razem usłyszeliśmy katechezę dla małżonków, choć śmiem twierdzić, że katechezę dla wszystkich, w tym wierzących i niewierzących. Franciszek mówił, że w naszym życiu powinny być zawsze obecne trzy słowa – pozwól, dziękuję i przepraszam, albo jak kto woli – proszę, dziękuję, przepraszam.
Małżonkom powiedział, że kłótnie są normalne, czasami nawet latają talerze, ale nie kładźcie się spać bez pogodzenia, bo zimna wojna następnego dnia staje się niebezpieczna.
Innymi słowy Ojciec Święty powtórzył fragment z Listu do Efezjan – Gniewajcie się, a nie grzeszcie: niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce! [Ef 4, 26]
Spotkanie zakończyła oczywiście modlitwa Zdrowaś Maryjo, błogosławieństwo i prośba o modlitwę.

29 lipca – PIĄTEK

Krzycząca cisza

Papież Franciszek odwiedza Auschwitz. Wchodzi przez bramę obozu koncentracyjnego, usiada na ławce i zaczyna modlić się w ciszy, następnie przechodzi na plac obozowy, na którym całuje szubienicę, spotyka się z ocalałymi więźniami, dotyka ściany śmierci, pod którą rozstrzelano wielu niewinnych ludzi. Nie padają żadne słowa, ale ta cisza jest bardzo donośna i wymowna. Bardzo przejmujące chwile i już teraz wiadomo, że dla wielu z nas ten właśnie czas pozostanie w głowach na bardzo, bardzo długo.
Ojciec Święty wchodzi do bloku 11, a następnie odwiedza celę męczeństwa ojca Maksymiliana Kolbego (14 sierpnia mija 75 lat od śmierci Świętego), w której spędza czas na modlitwie – nie ma chyba człowieka, który w tym momencie nie odczułby jakichś emocji, wzruszeń – żalu, smutku, pretensji, nienawiści, litości. Pozostawiony przez Franciszka wpis w księdze pamiątkowej – Miłosierdzia pragnę, a nie ofiary [por. Oz 6, 6; Mt 12, 7] niech będzie wystarczającym komentarzem dla tych, którzy w takim miejscu potrzebują jakichkolwiek słów.

Z Auschwitz Ojciec Święty udaje się do Birkenau, a Jego przejazd od bramy głównej obozu do placu przed Międzynarodowym Pomnikiem Ofiar Obozu trwa w nieskończoność. Ta droga jest właściwym czasem, aby uświadomić sobie potęgę nienawiści, zniszczenia i zła, jakie rozegrało się w tym miejscu. Papież zatrzymuje się przez pomnikiem, modli, a następnie spotyka ze Sprawiedliwymi wśród Narodów Świata (najwyższe odznaczenie izraelskie, które przyznawane jest nie-Żydom).

Padają w trakcie wizyty w tych miejscach zagłady nieliczne słowa, ale nic z nich nie pamiętam. Pamiętam gesty i tę ciszę, która krzyczała bardziej niż krzyk w ciszy. Jeżeli ktoś potrzebuje rekolekcji, które dotyczyć mają cierpienia i miłosierdzia, to proponuję zobaczyć sobie jeszcze raz całą wizytę Ojca Świętego w niemieckich obozach koncentracyjnych, przede wszystkim w Auschwitz.

Po południu Papież odwiedził dzieci i opiekunów w Szpitalu Dziecięcym w Prokocimiu. Najpierw mieliśmy wzruszającą mowę Prezesa Rady Ministrów – Pani Beaty Szydło, która w trakcie wizyty Franciszka zrobiła na mnie najlepsze wrażenie spośród naszych władz – swoimi słowami, gestami, spojrzeniem. Brawo Pani Premier!
Ojciec Święty powiedział do dzieci – chciałbym zatrzymać się trochę przy każdym chorym dziecku, przy jego łóżku, przytulić je jedno po drugim, posłuchać choćby przez chwilę każdego z was i razem milczeć w obliczu pytań, na które nie ma natychmiastowych odpowiedzi; i modlić się.
Papa Francesco podszedł do każdego dziecka, pobłogosławił, po raz kolejny pokazując, że spotkanie z drugim człowiekiem jest bardzo ważne, a On zdecydowanie jest Papieżem kontaktu i bliskości.

Droga Krzyżowa na krakowskich Błoniach połączyła 14 stacji z 14 uczynkami miłosierdzia co do duszy i co do ciała, a przeplatana była występami artystycznymi w różnorodnych formach – prezentacje audiowizualne, taniec, sceny aktorskie. Rozważania zostały przygotowane przez Księdza Biskupa Grzegorza Rysia.

Gdzie jest Bóg? – takie pytanie stawiają sobie ludzie, zwłaszcza kiedy widzą to, co dzieje się lub działo w takich miejscach, jakie tego dnia odwiedził Papież. Kiedy tyle zła na świecie, kiedy w jednej części globu ludzie umierają z głodu, a w innej marnuje się tak wiele jedzenia, kiedy niewinni cierpią, umierają z powodu terroryzmu, przemocy, wojen, kiedy cierpią niewinni, zwłaszcza dzieci. Takie też pytanie postawił zebranej młodzieży Franciszek, powtarzając, że są takie pytania, na które nie ma ludzkiej odpowiedzi. Można tylko spojrzeć na Jezusa, Jego pytać. A Jezus mówi – Bóg jest w nich. Jezus z nimi cierpi, głęboko utożsamiony z każdym z nich, tak bardzo zjednoczony, że tworzy niemal „jedno ciało”.
Papież powiedział – jeśli ktoś, kto nazywa siebie chrześcijaninem, nie żyje aby służyć, a służy tylko, aby żyć, swoim życiem zapiera się Jezusa Chrystusa.

Z tego dnia zapamiętam bardzo wiele, ale napiszę tylko o dwóch refleksjach, które narodziły się w trakcie Drogi Krzyżowej. Pierwsza – mało istotna – dotyczy Krzyża ŚDM. Kiedy zastanowiłem się nad tym, gdzie ten symbol był, gdzie peregrynował, ile widział, ilu ludzi go dotknęło, to pomyślałem, że trzymający go mogliby zeń wziąć maleńką drzazgę, która będzie oryginalną i wymowną relikwią, pamiątką tego wydarzenia. Druga refleksja – nieco bardziej poważna – dotyczy Piotra i jego zdrady. Mówimy, że zaparł się Jezusa trzy razy. Naprawdę? Naprawdę AŻ? A ile razy Ty zapierasz się Go w ciągu… jednego dnia? Ile razy ja to robię? Litości! To TYLKO trzy razy!

Wieczorem na Franciszkańskiej 3 Ojciec Święty podsumował dzień, pokrótce powiedział jakie miejsca odwiedził, powtarzając, po raz któryś już dziś, że są takie pytania, na które nie ma odpowiedzi. Franciszek poprosił o modlitwę za tych Jezusów, którzy są dziś chorzy, głodni, wątpiący, samotni i cierpiący. Spotkanie zakończyło się standardowym już zestawem Papieża Franciszka – modlitwą do Matki Bożej, błogosławieństwem i prośbą o modlitwę.

30 lipca – SOBOTA

Campus Misericordiae

Najpierw Kaplica Św. Faustyny i modlitwa przed grobem Świętej autorki Dzienniczka i głosicielki kultu Miłosierdzia Bożego. Potem wizyta w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach i spowiedź ósemki młodych ludzi. Franciszek jest trzecim Papieżem – po św. Janie Pawle II i Benedykcie XVI – który odwiedza to miejsce, ale pierwszym, który tutaj spowiadał.

Następnie Ojciec Święty udaje się do Sanktuarium Św. Jana Pawła II, gdzie odbywa się Msza Święta z kapłanami, osobami konsekrowanymi i seminarzystami z Polski. Ewangelia mówi o uczniach, którzy po śmierci Jezusa siedzieli w zamknięciu i czekali. [por. J 20, 19-31] Pan Jezus jednak przychodzi do nich, pomimo tych zamkniętych drzwi i przynosi miłosierdzie Boga – mówi Papież.

Jak się okaże, będą to dość i dla mnie dość prorocze słowa, bowiem sam będę czuł się po wylocie Papieża troszkę jak apostołowie pod nieobecność Mistrza. W trakcie pielgrzymki chętny do działania, gorliwy, ale kiedy Przewodnik znika, to dość nieporadny… Ale tak, jak Pan Jezus zasiał ziarno i czeka aż Jego najbliżsi uczniowie zaczną iść w świat, tak teraz Widoczna Głowa Kościoła posyła każdego z nas, aby głosić Ewangelię gdzie tylko to możliwe.

Papież przypomniał słowa św. Jana Pawła II – Otwórzcie drzwi.
Tyczy się to każdego z nas, w tym kapłanów i osób konsekrowanych, by nie prowadzić wygodnego życia, ale wychodzić ze swych ograniczeń, z nas samych.
Franciszek zwrócił uwagę na apostoła Tomasza, który wyznał – Pan mój i Bóg mój! [J 20, 28] Zachęcił do codziennej modlitwy tymi właśnie słowami.
Ten fragment Ewangelii mówi również o Księdze – mówił – w której nie opisano wszystkich znaków czynionych przez Jezusa, bowiem Ewangelia to Księga Bożego Miłosierdzia, która jest otwarta i codziennie winna być zapisywana przez każdego z nas.
Jeśli mamy z tym problem, to prośmy Tę, która w pełni przyjęła Słowo Boże w życiu, niech da łaskę bycia żyjącymi pisarzami Ewangelii.

Po przyjeździe Papieża na Campus Misericordiae w Brzegach i przejściu z przedstawicielami młodzieży przez Bramę Miłosierdzia, rozpoczęło się czuwanie modlitewne.
Franciszek odniósł się do wygłoszonych świadectw trójki młodych, ponownie mówił o odwadze, uczniach, którzy siedzieli zamknięci z obawy. Kiedy przyszedł Duch Święty, wszystko się zmieniło.

Sam kocham Piotra, który wychodzi w końcu z cienia i podczas swego pierwszego kazania nawraca trzy tysiące ludzi, mówiąc do zebranego tłumu m.in. że Jezusa przybiliście rękami bezbożnych do krzyża i zabiliście. [Dz 2, 23]

Ojciec Święty zachęcił do wspólnej modlitwy w ciszy, trzymając się za ręce, po czym kontynuował o słynnych już „młodych kanapowych”, którzy szczęście utożsamiają z wygodną kanapą.
Trzeba ruszyć do działania!
Nie „wegetować”, ale żyć!
Czy chcecie być wolni? – pytał Papież Franciszek.
Szczęście nie jest synonimem wygody!
Jezus to Pan ryzyka, który wychodzi „poza”. Aby za Nim iść, trzeba zamienić wygodną kanapę na parę butów, które pomogą chodzić po drogach, o jakich ci się nawet nie śniło.
Kiedy Pan nas wzywa, nie patrzy na to kim byliśmy, kim jesteśmy, ale kim możemy być.
Jezus wzywa cię, abyś pozostawił swój ślad w życiu, ślad w historii.
Miejcie odwagę nauczyć nas, że łatwiej jest budować mosty, niż wznosić mury!
Zakończył – Niech Bóg błogosławi wasze marzenia!

Ogromna porcja mobilizacji pozostawiona przez Ojca Świętego. Każde z powyższych zdań jest świetnym motywatorem do działania w imię Pana. Warto wracać do tych słów, zapisać je gdzieś i wracać, zwłaszcza jeżeli potrzebujesz takich „sentencji – kopów”.

Po tych słowach rozpoczęła się adoracja Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Setki tysięcy ludzi zastygło w ciszy, a potem w modlitwie Koronką do Bożego Miłosierdzia w różnych językach. Zapalonych zostało tysiące świeczek.
Po adoracji mogliśmy uczestniczyć w przepięknym koncercie.
Czuwanie modlitewne trwało całą noc…

31 lipca – NIEDZIELA

Msza Święta Posłania

Centralne wydarzenie Światowych Dni Młodzieży zgromadziło w Brzegach, według różnych źródeł, od 2 do 3 milionów ludzi! Ot, taka sobie milionowa tolerancja 😉
W czasie Mszy Świętej wysłuchaliśmy Ewangelii o Zacheuszu [Łk 19, 1-10], która stała się dla Franciszka fundamentem opowieści o przynajmniej trzech przeszkodach, z którymi musiał zmierzyć się znienawidzony przez rodaków celnik.
Pierwsza z nich – postura. Zacheusz był niski, wydawało mu się, że nie dorasta do spotkania z Panem, ma niską samoocenę. Jednak Duch Święty chce w nas mieszkać, a my jesteśmy umiłowanymi dziećmi Bożymi.
Nieakceptowanie siebie, to jakby nieakceptowanie Bożego pomysłu na nas.
W Jego oczach jesteś wartościowy, a twoja wartość jest bezcenna.
Bóg zawsze nam „kibicuje” jako najbardziej niezłomny z fanów.
Warto, abyśmy co rano mówili w modlitwie: Panie, dziękuję Ci, że mnie kochasz; spraw bym zakochał się w moim życiu!
Druga przeszkoda – wstyd. Wspinając się sykomorę Zacheusz wystawia się na ośmieszenie w oczach ludzi. Pokonuje jednak to paraliżujące uczucie, kiedy zaczyna rozumieć, że tylko Jezus może go wyciągnąć z ruchomych piasków grzechu i niezadowolenia.
Trzecia przeszkoda to szemrzący tłum, który wpierw blokował Zacheusza, a potem krytykował. Ojciec Święty przypomniał, że Bóg sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi [Mt 5, 45], podkreślił, że mogą się z nas śmiać, ale pamiętajmy, iż błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią. [Mt 5, 7]
Tłum spoglądał na celnika z góry, a Jezus odwrotnie – z dołu.
Nie zatrzymujcie się na powierzchni rzeczy i nie ufajcie światowym liturgiom pozorów, „makijaży” duszy, aby wydawać się lepszymi.
Jezus mówi do każdego – dziś chcę zatrzymać się w twoim domu.
Kończąc homilię, Papież Franciszek zachęcił – niech Ewangelia będzie Twoim nawigatorem na drogach życia.
Potem poznaliśmy miejsce i rok następnych ŚDM. Będzie to Panama w 2019 r.

Podczas procesji z darami zostanie mi w głowie dziewczynka, która wzorem mamy uklękła przez Franciszkiem, ucałowała Go, a następnie czule uściskała. No właśnie… uczmy się od dzieci, które naprawdę pokazują nam, jak mamy iść przez ten świat. Zrobiła to, co mama – jakież to oczywiste – i my czyńmy jak nasza Mama. Bądźmy jak dzieci, do tego zachęca nas sam Pan: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. [Mt 18, 3]

Ostatnim punktem wizyty Ojca Świętego było spotkanie z wolontariuszami i Komitetem Organizacyjnym ŚDM w Tauron Arenie.
Mnóstwo zmęczonych, ale i radosnych młodych ludzi powitało Papieża. Rozpoczęło się świadectwami trójki ludzi, a wśród nich zmarłego Maćka, o którym Franciszek wspomniał pierwszego dnia, a który pozostawił wzruszający i heroiczny list przeczytany zebranym w hali przez jego brata.
Młoda dziewczyna, po swoim świadectwie, nie bała się objąć Ojca Świętego, a nawet otrzymała od Niego pocałunek w policzek.
Pod koniec Franciszek zdecydował się na „freestyle”, kiedy to po podziękowaniu młodzieży za trud i poświęcenie włożone w przygotowanie ŚDM, odłożył pięć stron przemówienia, mówiąc, że może być trochę nudne. Wówczas zaczął mówić po hiszpańsku do zgromadzonej młodzieży, że jeżeli chce stać się nadzieją przyszłości, to musi pamiętać o dwóch warunkach i nie chodzi wcale o płacenie za wstęp.
Pierwszym warunkiem jest pamięć, pytanie – skąd pochodzę. Pamięć o narodzie, o rodzinie, o historii. A jak pamiętać? – pyta i zaraz odpowiada Papież – Rozmawiać z rodzicami, osobami starszymi, ale głównie dziadkami.
Skoro jestem nadzieją przyszłości i pamiętam o przeszłości, to zostaje teraźniejszość, czyli drugi warunek. To odwaga, śmiałość.
Papież zdecydował się na grę z zebranymi, pokazując jednocześnie duże poczucie humoru, kiedy zażartował – Byłbym zapomniał. Jak to było? Uśmiechnięta młodzież momentalnie przypomniała podane wcześniej warunki.
Spotkanie zakończyło się w identyczny sposób (nie mogło być inaczej), jak dotychczasowe.

Przyznam, że podczas przejazdu Papieża do Balic, liczyłem na takie warunki pogodowe, które uniemożliwią Ojcu Świętemu powrót do Rzymu. Lot (choć z opóźnieniem) odbył się, a ja do dziś trawię to, co powiedział Franciszek w naszym kraju i czuję się nieco sparaliżowany jak wspomniani już apostołowie pod nieobecność Mistrza.
Pora wyjść i robić raban! 🙂

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s