Przyjmować/Pomagać?

jarzębinki

W obliczu przewalającej się przez nasz kraj i całą Europę dyskusji na temat uchodźców, i ja pragnę do tego kotła wrzucić ździebełko. W gorących debatach, manifestacjach, monologach z jednej strony jawi się obóz (nomen omen), który mówi, że skoro Polska taka katolicka, to jak najbardziej trzeba tych ludzi jak najliczniej i jak najmilej ugościć. Na przeciwległej stronie leży frakcja, która uchodźców nazywa najeźdźcami i kategorycznie odmawia im bytności w naszym kręgu kulturowym, religijnym, etc.

Patrząc na tychże uchodźców/najeźdźców, zastanowiłem się niedawno jakbym zareagował, ha – jak reaguję, kiedy ktoś proszący o pomoc pojawia się pod drzwiami mojego domu. Jeśli mogę tego człowieka zrozumieć (to znaczy, jeśli nie jest zmęczony alkoholem), to staram się dać mu to, co mogę (i raczej nie kasę), ale nigdy takiego człeka nie zapraszam do domu. Czy to dobrze? Nie wiem.

Gdybym miał pewność (ach, ta pewność), że za drzwiami stoi człowiek z bronią, chcący zrobić krzywdę mojej rodzinie, czy fakt, że jestem miłosiernym chrześcijaninem (nie jestem, ale gdybam) upoważnia mnie do otwarcia drzwi i ugoszczenia go w mym domu, czy raczej obrony najbliższych? No, raczej obrony. W końcu w jakimś celu mamy wojsko, policję i inne służby obronne.

Czy zamieniając rolę i będąc uchodźcą uciekałbym w miejsce o kompletnie odmiennych zwyczajach, wierzeniach, wartościach, poglądach, jakim dla ludzi Bliskiego Wschodu jest niewątpliwie Europa, a szczególnie Polska, mając do wyboru bliższe myślowo i kulturowo landy? No, raczej nie. I w tym momencie przypomina mi się Samarytanin, który pomógł umierającemu. Nie dość, że był kimś zupełnie obcym dla potrzebującego, to podszedł, opatrzył rany, następnie pielęgnował, po czym przekazał gospodarzowi pod opiekę. Pan Jezus, przytaczając tę przypowieść, mówi na końcu: Idź, i ty czyń podobnie! [por. Łk 10, 25-37]

No właśnie… Pan Jezus… On powinien być dla nas wzorem, na którego powinniśmy się zapatrzeć. Co zrobiłby Jezus? – banalne pytanie, które w wielu momentach w naszym umyśle może wygenerować tysiąc odpowiedzi… albo żadnej.

Tak sobie myślę, że może my boimy się naszej wiary, albo niewiary. Skoro mamy do czynienia z najeźdźcami, którzy chcą wszczepić nam inną religię, to jaki arsenał na takiej wojnie wytoczymy? Samoloty, czołgi, armaty? Z pewnością nie – tylko i wyłącznie naszą wiarę, naszą silną wiarę, a nie codzienną letniość, która podgrzewana jest tylko w momentach, kiedy trzeba wysiedzieć niecałą godzinkę, raz w tygodniu w kościółku, by w końcu mieć w niedzielę wolne.

Czy nie zastanawia nas dlaczego uchodźcy tak łatwo znaleźli się w krajach, gdzie pojawiają się liczne herezje, bądź prawdziwej wiary – katolickiej tak naprawdę ochłapy?

Dobrze. Dość tej pisaniny, bo powyższe słowa miały być jedynie pretekstem do tego, aby zaprezentować dwa fragmenty z książeczki „Przedziwny Sekret Różańca Świętego” św. Ludwika Marii Grignion de Montforta. Przytaczam, by zastanowić się nad nimi dłuższą chwilkę i by serca Wasze zapłonęły jak moje. Polecam szczególnie drugi akapit. Ach, to się nazywa wiara…

 

Gdy w XVI wieku Europą chcieli zawładnąć muzułmanie, papież św. Pius V wezwał wszystkich katolików do modlitwy różańcowej. Dnia 7 października 1571 r. na wodach Morza Śródziemnego, w pobliżu brzegów Lepanto, koalicja chrześcijańska pokonała flotę turecką. Było to wielkie zwycięstwo katolików, w wyniku którego została zatrzymana potężna inwazja muzułmanów na Europę. Na ścianie zbudowanej w swym mieście kaplicy dziękczynnej wenecjanie napisali: „Non virtus, non arma, non duces, sed Mariae Rosiae victores nos fecit” („Nie odwaga, nie broń, nie dowódcy, ale Maryja Różańcowa dała nam zwycięstwo”). Przekonanie to potwierdził papież św. Pius V. Świadom, komu Europa zawdzięcza swe cudowne ocalenie, papież uczynił dzień 7 października świętem Matki Bożej Różańcowej. W dokumencie ustanawiającym to święto napisał: „Pragniemy szczególnie, aby nigdy nie zostało zapomniane wspomnienie wielkiego zwycięstwa uzyskanego od Boga przez zasługi i wstawiennictwo Najświętszej Maryi Panny w dniu 7 października 1571 r., odniesione w walce przeciw Turkom, nieprzyjaciołom wiary katolickiej”.

W roku 1683 potęga turecka znów zagroziła Europie. Wojska muzułmańskie dotarły aż pod Wiedeń. Wszystko wskazywało na to, że tym razem nie ma ratunku nie tylko dla miasta, ale i dla całego kontynentu. Papież Innocenty XI zwrócił się do polskiego króla Jana III Sobieskiego z prośbą o pomoc. Sejm Rzeczpospolitej nie chciał jednak się zgodzić na udział polskich i litewskich wojsk w tej wojnie. Dopiero objawienie maryjne, jakie miał spowiednik króla, marianin o. Stanisław Papczyński, spowodowało zmianę decyzji posłów i senatorów. Zmierzając pod Wiedeń, Sobieski zatrzymywał się w maryjnych sanktuariach. Modlił się na Jasnej Górze i w Piekarach na Śląsku. Jako zawołanie bojowe dla swych rycerzy wybrał dwa imiona: „Iesus, Maria”. Do bitwy doszło 12 września. Gdy licząca 27 tysięcy żołnierzy armia pod dowództwem polskiego króla starła się z ponadstutysięczną armią turecką, w Krakowie z katedry na Wawelu wyruszyła w kierunku kościoła Mariackiego procesja „wojska duchowego”. Śpiewając, odmawiano modlitwę różańcową. W procesji niesiono Najświętszy Sakrament oraz cudowny obraz Matki Bożej Różańcowej. Gorącą modlitwę różańcową podjęli niemal wszyscy mieszkańcy Krakowa. Przerwali pracę, zrezygnowali z posiłków. Sklepy i warsztaty zostały zamknięte. Z różańcami w dłoniach modlili się krakowianie o zwycięstwo. Ich modlitwa została wysłuchana. Przy niewielkich stratach własnych Sobieski pokonał przeważające siły muzułmańskie. Zdobyto chorągwie przeciwnika. Król zawiadomił o zwycięstwie papieża Innocentego XI, posyłając mu chorągiew Mahometa i wiadomość: „Venimus, vidimus, Deus vicit” („Przybyliśmy, zobaczyliśmy, Bóg zwyciężył”). Na pamiątkę zwycięstwa pod Wiedniem papież Innocenty XI ustanowił 12 września dla całego Kościoła wspomnieniem Najświętszego Imienia Maryi.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s